Studia i kariera a własny biznes? Czy warto studiować?

Na pytanie czy warto studiować każdy ma najlepszą odpowiedź…po studiach, bo łatwiej się ocenia coś co się zrobiło, niż coś czego się nie zrobiło, a jedynie o tym myślało.  Na to pytanie nie ma też właściwej odpowiedzi, bo przecież wszystko zależy. Można jednak przeanalizować sytuację i dość do pewnych wniosków. Ja zamierzam podzielić się swoimi. Być może dadzą Ci one do myślenia. Mnie niestety nikt nie doradził, kiedy byłam na etapie studiów, więc być może moje spostrzeżenia okażą się dla kogoś korzystne.

Lektura tego artykułu może Ci się przydać na każdym etapie, ale szczególnie jeśli zastanawiasz się jakie studia wybrać, czy w ogóle na nie iść, co robić po studiach czy bardziej perspektywicznie jak zbudować swoją ścieżkę kariery, tak aby dawała satysfakcję i pieniądze.

czy warto studiowac

Pozwól ,że opowiem Ci pokrótce moją historię…

Szkoła podstawowa i gimnazjum to okres, w którym dużo czasu poświęcałam na naukę. Byłam w gronie klasowych kujonów, średnia powyżej 5.0 itp. Czemu tak było? Na pewno trochę dlatego, że nauka przychodziła mi dość łatwo, ale głównie dlatego, że silnie oddziaływało na mnie wszechobecnie brzmiące stwierdzenie: ucz się ucz – daleko zajdziesz. Teraz sobie myślę, że może chodziło im o jakieś kilometry… Ale na poważnie większość osób – nauczyciele, rodzina, itp. wbijali mi do głowy filozofię, że nauka zapewni mi dobrą przyszłość i ja to kupiłam, bo w sumie wydawało mi się to logiczne.

Czy dziś pamiętam coś z wiedzy nabytej w tamtym czasie? No może 15%...Ile z tego wykorzystuje na co dzień, no może 1,5%. Czy było warto tracić (tak, dokładnie tego słowa chciałam użyć) czas na zdobywanie tej wiedzy? Teraz wiem, że kompletnie nie, ale zaraz zaraz… przecież bez tego nie zdałabym matury i nie dostała się na studia… Do tej kwestii zaraz jeszcze wrócę, ale co dalej.

W liceum wprawdzie nie miałam już tak idealnych ocen, ale też dobrze mi szło i sporo się uczyłam. Opamiętałam się (tak, tego słowa chciałam użyć) trochę dopiero na studiach. Czemu? Bo przyjęłam strategię nie chodzenia na większość wykładów, tylko na ćwiczenia i uczyłam się głównie przed sesją. Czemu to było dobre? Bo dało mi więcej wolnego czasu na: rozwijanie swoich zainteresowań, życie studenckie, znalezienie pierwszej pracy i nawet na drugi kierunek studiów.
Żeby było jasne -w przypadku moich studiów mogłam sobie na to pozwolić, jako, że wiedzę z wykładów byłam w stanie na spokojnie przyswoić samodzielnie. Nie twierdzę jednak, że tak należy postępować w przypadku Twojego kierunku studiów.

Okres studiów przeszłam dość gładko, kończąc je z dobrym wynikiem. Przyswoiłam na nich całkiem sporo specjalistycznej teorii i niestety bardzo mało potrzebne j praktyki. To, jak mało umiem stało się dla mnie jasne dopiero w pierwszej pracy związanej z moimi studiami. W zasadzie wszystkiego musiałam się uczyć od zera, a wiedza z uczelni była mi szczerze mówiąc do niczego nie potrzebna…

czy warto isc na studia

Hmm..czy tak to miało wyglądać…?

Trochę smutne, bo od razu nasunęła mi się myśl, że skoro tak jest to po co mi te studia. Pomyślałam sobie jednak, że dyplom na pewno mi się przyda w zdobywaniu dobrej pracy w mojej dalszej ścieżce zawodowej.

No i się przydał, bo pracodawcy całkiem chętnie zapraszali mnie na rozmowy kwalifikacyjne, które w większości kończyły się zaproponowaniem mało satysfakcjonującej mnie stawki miesięcznej. Pomyślałam sobie, że to pewnie normalne, że muszę zdobyć więcej doświadczenia i wtedy moja wartość na rynku pracy wzrośnie.

Czy wzrosła? Tak o jakieś 300 – 400 zł. Tu pojawia się kolejna myśl, jak zdobędę jeszcze więcej doświadczenia, to moje wynagrodzenie miesięczne znów wzrośnie i może za kilka / kilkanaście lat będę zarabiać ok. 3000 zł na rękę, co w średniej wielkości mieście jest dość dobrym wynikiem i za co przecież można związać koniec z końcem.

Po przepracowaniu ok. 3 lat na etacie pojawiła się kluczowa u mnie kluczowa refleksja… Czy ja chcę, żeby tak wyglądało moje życie. Czy do tego dążyłam? Czy po to się uczyłam? Generalnie mogę spokojnie funkcjonować za moje miesięczne wynagrodzenie, ale czy nie mogłabym zarabiać więcej? Później czy ja w ogóle chce całe życie pracować na etacie i żeby moje życie kręciło się wokół schematu 08.00 – 16.00. Czyli de facto czy ja chce najlepsze godziny w ciągu dnia spędzać za biurkiem w betonowych murach? Czy nie mogę pracować mniej, a wydajniej i do tego zarabiać więcej?

Wtedy też zauważyłam kolejne kluczowe spostrzeżenie – kolejne wzrosty mojego wynagrodzenia zaczęły mi dawać coraz mniejszą  satysfakcję. Czyli etatowy styl pracy zaczął mnie męczyć mimo całkiem przyzwoitej pensji.

Pomyślałam sobie – czy mogę jakoś zmienić tą sytuację? Odpowiedź jest prosta – mogę, ale na pewno nie kontynuując pracę na etacie. Był to mega ważny moment w moim życiu zawodowym, kiedy sobie uświadomiłam, że jedyną drogą, jaką dla siebie widzę, jest zbudowanie własnego biznesu. Nie wiedziałam jeszcze wtedy co to ma być, ale wiedziałam, że potrzebuje wolności i autonomii finansowej, które może mi zapewnić  jedynie zarabianie na własny rachunek.

Nowa energia, ale…

Ta myśl była fajna, energetyzująca i motywująca do działania, ale w tym samym momencie poczułam pewną złość. Uświadomiłam sobie, że jestem po studiach ekonomicznych, mam prawie zerową wiedzę i umiejętności, żeby rozkręcić własny biznes. Smutna prawda jest taka, że na studiach nauczą Cię wszystkiego, co potrzebne, żeby zdać  sesję, ale niekoniecznie wyposażą Cię w praktyczne umiejętności dotyczące biznesu, negocjacji, wyszukiwania okazji i luk na rynku i rozkręcania własnej firmy, czyli szeroko pojętej przedsiębiorczości. System edukacji niestety skupia się na kształceniu etatowych pracowników, a nie ludzi biznesu, którzy uruchomiliby fajne projekty i tworzyli przy tym miejsca pracy.

Jeśli wizja etatowca Cię nie przeraża, to w porządku – naprawdę w porządku, bo przecież ludzie różnią się charakterami i nie każdy musi uruchamiać swój biznes, żeby czerpać satysfakcję z życia zawodowego.  Jeśli jednak czujesz, że potrzebujesz czegoś więcej, to uważam, że musimy zabrać się za dochodzenie do tego sami. Im szybciej się ockniemy i zaczniemy wdrażać w życie nasze projekty – tym lepiej.

Podsumowując

Czy to wszystko oznacza, że studia to zło. Nie do końca. Sama studiowałam i wspominam ten okres bardzo rozwojowo. Mieszkałam w innym mieście, nauczyłam się samodzielności i lepszego zarządzania sobą, kombinowania i ogólnego radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Mega pozytywnie wpływała na mnie atmosfera campusu studenckiego i całej jego energii i na pewno wszystko to po trochu wpłynęło na ukształtowanie mojej osoby w tamtym okresie. Jednak w kwestii zawodowej było to dla mnie marnotrawstwo czasu…. Dość dosadnie, ale szczerze. Wierzyłam, że studia dadzą mi wartość w postaci wiedzy i umiejętności, które będę mogła później wykorzystać i czerpać z tego satysfakcję i pieniądze, a tak naprawdę w tym momencie czerpię wartość z tego, czego się nauczyłam sama.

Na pytanie czy warto studiować, odpowiem – warto, ale tylko jeśli wiemy po co to robimy i co ma nam to dać. Co to znaczy?  To znaczy, żeby wyciągać się ze studiów to, co nam potrzebne, a niekoniecznie przyjmować ślepo, to co one nam serwują. Czyli rozwijaj swoją osobowość, ładuj akumulatory, łap kontakty i oczywiście jeśli to możliwe – zdobywaj praktyczną wiedzę i umiejętności, a co najważniejsze zacznij wdrażać swoje pierwsze projekty biznesowe – tak już na studiach. To idealny okres i optymalne warunki. Czemu? Ponieważ masz czas, dostęp do wiedzy (kadra naukowa, biblioteki, internet) i możliwości (koła naukowe, konferencje i szkolenia), stosunkowo mniejszy nakład obowiązków niż po studiach.

Masz też najważniejsze – sprzyjającą, pozytywną energię akademickiej przedsiębiorczości – coś, o co trudno po studiach, a taka motywacja jest nam potrzebna jak paliwo, jeśli chcemy zacząć wdrażać w życie nasze pomysły i budować tym samym swoją przyszłość.

Pomyśl więc czy nie warto byłoby znaleźć trochę czasu między nauką i “życiem studenckim” na postawienie pierwszych kroków w biznesie i zainwestowanie tym samym we własny rozwój i dalsze życie zawodowe?

Ja żałuje, że zrobiłam to dopiero po studiach, ale z drugiej strony lepiej późno niż później…

Swój biznes internetowy można wdrożyć minimalnym nakładem kosztów. Nawet jeśli na początku poniesiesz porażkę (porażka nie jest niczym złym, jeśli wyciągamy z niej wnioski), to zdobędziesz wiedzę i umiejętności, które pomogą Ci osiągnąć cel następnym razem (tak stało się w moim przypadku). Poza tym zdobędziesz umiejętności, dzięki którym Twoja wartość na rynku pracy poszybuje mocno w górę, dużo wyżej niż sam tytuł magistra. Odczujesz to przy szukaniu pracy.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, jak po kroku po kroku, bezkosztowo zbudować biznes internetowy, który już w po paru miesiącach funkcjonowania może zacząć przynosić Ci już kilkaset złotych miesięcznie – dajcie znać w komentarzu – powstanie o tym artykuł.